Dania, których nie możesz pominąć

  • Ramen — regionalny: tonkotsu (Fukuoka), miso (Sapporo), shōyu (Tokio). Bilet zamawiasz często w automacie przy wejściu.
  • Sushi i sashimi — od taśmowego (kaiten-zushi, tanio i zabawnie) po kameralne bary.
  • Okonomiyaki — „japońska placko-omleto-pizza”, król Osaki i Hiroszimy.
  • Tonkatsu, tempura, udon, soba, gyōza, takoyaki, yakitori — pewniaki na każdą kieszeń.
  • Kaiseki — wielodaniowa uczta sezonowa, często w ryokanie. Doświadczenie samo w sobie.

Jak zamawiać bez japońskiego

Wiele lokali ma plastikowe modele dań w witrynie albo menu ze zdjęciami — można po prostu wskazać. Coraz częściej są automaty z biletami i tablety z tłumaczeniem. „Konbini” (Lawson, 7-Eleven, FamilyMart) to ratunek o każdej porze i wcale nie „byle co” — kanapki, onigiri i dania są zaskakująco dobre.

Konbini i tanie jedzenie

Japonię da się zjeść smacznie i tanio. Miska ramenu, set w „teishoku”, onigiri z konbini — to codzienność, nie wyrzeczenie. Drogo robi się dopiero przy kaiseki i wołowinie wagyū.

Etykieta przy stole

  • Siorbanie makaronu jest OK (a nawet mile widziane).
  • Nie wbijaj pałeczek pionowo w ryż i nie podawaj jedzenia z pałeczek na pałeczki — to symbolika pogrzebowa.
  • Napiwków się nie zostawia. Naprawdę.
  • „Itadakimasu” przed i „gochisōsama” po posiłku — drobiazg, który cieszy gospodarzy.

Dla wegetarian i alergików

Bywa trudniej, niż się wydaje — bulion dashi (z ryby) jest niemal wszędzie. Warto mieć przygotowane zdania po japońsku i znać miejsca przyjazne diecie. To akurat rzecz, którą warto rozpisać przed wyjazdem.

💡 Najlepsze knajpki to często te bez angielskiego menu i bez kolejki turystów. Podrzucam takie adresy w planie.